Reblog ·
· luty 4
jbluvsbabycakes said:
Jestem oczarowna You’re the sunshine of my life... I skomentuję je jutro, bo teraz muszę już schodzić. xo

Nie ma problemu mi wystarcza fakt, że przeczytałaś :3 

Reblog · 36 ·
· styczeń 27

number1senpai:

Music on We Heart It. http://weheartit.com/entry/50028712/via/TuvaBE

Reblog · 5 ·
· styczeń 27
You’re the sunshine of my life

image

Tytuł: You’re the sunshine of my life

Autorka: Hoopy

Fabuła: Dwójka nastolatków-oboje nieprzystosowani do życia wśród dwoich rówieśników, przez których są odrzucani ze względu na swoje zachowania. Pewnego wieczora komentują ten sam post wdając się w dyskusję, która zapoczątkowała znajomośc między nimi.

Bohaterowie: Cassandra Lyons , Thomas Wolinsky. Epizodyczni- Adam Wolinsky, Kari Amirian. 

Inspiracja: żadnej konkretnej, chciałam napisać coś, gdzie przedstawiłabym Thomasa z Caretaker’a w innym świetle.

Ilość Stron: 18

Ilość słów: 9,814

Od autorki: Shot napisany w przeciągu dwóch dni (?!) nie mam pojęcia jakim cudem tego dokonałam, ale jestem dumna z tego co tutaj przedstawiłam.

PS: Jeżeli czcionka jest dla ciebie za mała ( na co nie mam wpływu, nie mogę edytować szablonu) naciśnij Control i ‘+’ :33 

Czytaj dalej

Reblog · 34 ·
· styczeń 15
08. Ziam | Christmas eve with you under the blue stars

jbluvsbabycakes:

image

Tytuł: Christmas eve with you under the blue stars (Wigilia z tobą, pod niebieskimi gwiazdami)

Gatunek: bromance, romans

Połączenie: Ziam (Zayn&Liam)

Ilość stron: 10

Ilość słów: 4 908

Inspiracja: Zeds Dead & Omar LinX - You And I

Od autorki: Korzystając z okazji bycia na komputerze brata, - taka okazja się już nie powtórzy - dodaję zimowego jedno-parta z Ziamem, który miał pojawić się już wczoraj, ale z przyczyn technicznych, dodaję go dzisiaj. Za wszystkie błędy przepraszam, ale nie mam, jak ich sprawdzić. Zastanawiam się nad drugą częścią tego shota, ponieważ ta, w moim mniemaniu nie jest taka, jaką ja chciałabym, żeby była, za co przepraszam. W każdym bądź razie dedykuję go wszystkim. Chciałam też podziękować mojej kochanej Ajdzie za jej wkład w pewną scenę, bez której moja praca dalej byłaby w fazie tworzenia. Dziękuję ci, maluszku. Z całego serca. Enjoy!

Opis: Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy, nawet tej niebieskiej. Żadna nie może tonąc w ciemnościach, kiedy pierwsza warstwa białego puchu okala okolicę i zmarzniętą ziemię, a temperatura powietrza na dworze, sięga kilka kresek poniżej zera. Nic nie jest w stanie zatrzymać spadającej gwiazdy - nawet niebieska pełnia, skąpana w akompaniamencie trzeszczącego w kominku, palonego drewna i mrozu, opatulającego twoje otulone zimnem policzki. Nie jest w stanie zatrzymać jej nawet życzenie, wypowiedziane w wigilię, przy boku ukochanej osoby. Jednak co, jeśli te wypowiedziane w myślach słowa, stają się prawdą, a poranek następnego dnia, okazuje się być przeszłością, dzięki której masz możliwość przeżyć swoje życie raz jeszcze? Liam nigdy nie myślał, że rzucone w wiatr słowa, wypowiedziane pewnej zimy, podczas grudniowej wigilii, pozwolą mu cofnąć się w czasie, by raz jeszcze doświadczyć szczęścia, które lata wcześniej zniknęło za zamykającymi się drzwiami małego, drewnianego domku, stojącego gdzieś wysoko w górach. Zayn z kolei nigdy nie dał sobie szansy, aby zawalczyć o odchodzącego do innej przyjaciela. Czy teraz po latach, kiedy los na nowo pozwolił im się spotkać, wykorzystają daną szansę, a Liam zrozumie, że wybór, którego dokonał, nigdy nie dał mu szczęścia, o które tak zaciekle walczył, i które czuł, będąc przy nim?

AU (alternatywna rzeczywistość) – nie istnieje One Direction, chłopcy nie znają się

Ostrzeżenie: Jeżeli nie jesteś zwolennikiem miłości pomiędzy dwoma mężczyznami, to lepiej tego nie czytaj. Nie przewiduję żadnej sceny +18, ale i tak zastanów się, czy chcesz to czytać.

Read More

This post is called “Harry takes advantage of Liam’s body and Liam doesn’t do a damn thing”

onedi-wreckingmylife:

imageimage

imageimage

Read More

› As long as you love me...: 08. Ziam | Christmas eve with you under the blue stars (zapowiedź)

jbluvsbabycakes:

image

Tytuł: Christmas eve with you under the blue stars (Wigilia z tobą, pod niebieskimi gwiazdami)

Gatunek: bromance, romans

Połączenie: Ziam (Zayn&Liam)

Ilość stron: -

Ilość słów: -

Inspiracja: Zeds Dead & Omar LinX - You And I

Od autorki: Uwielbiam zimę i święta, a…

Reblog · 8 ·
· grudzień 14
The 17th of December

Tytuł: The 17th of December

Autorka: Hoopy

Gatunek: romans 

Inspiracja: Zbliżające się święta i ich atmosfera, która mnie już otacza od kilku dni no i oczywiście świąteczne piosenki, głównie w wykonaniu Michael’a Buble.

Ilość słów: 2 536

Ilość stron: 5

Fabuła: Świąteczna gorączka była już wyczuwalna na całym świecie, został przecież tylko tydzień do Gwiazdki, a nic nie było jeszcze gotowe, chociaż przygotowania zaczęły się już na początku listopada. Zima już opanowała cały kraj, a Londyn wyglądał bajecznie. Był cały pokryrty delikatnym puszkiem, na każdym z okien powstawały krystaliczne wzorki, z głośników odbiorników radiowych wydobywał się magnetyczny głos Michael’a Buble, który śpiewał piosenki z nowej płyty. Każdy był zauroczony atmosferą, która zawisła nad stolicą Wielkiej Brytanii, tylko Harry Styles jakoś się nie radował na widok wszystkich cukierkowych dekoracji na ulicach. Wszystko było dla niego sztuczne i nie pokazywało prawdziwego ducha świąt, wszyscy raczej przejmowali się co ugotować na ten wyjątkowy wieczór lub co kupić swoim bliskim jako drobny upominek. 

AU (alternatywna rzeczywistość) 

Od autorki: Odkładałam dodanie tego shota tak długo jak się dało, ale jednak zaczęłam zdawać sobie sprawę, że zapomniałam praktycznie o swoim tumblrze, więc zapraszam was na opowiadanie w świątecznej atmosferze.

Dedykuje go kochanej Klaudii xx

17 Grudnia 2011

            Świąteczna gorączka była już wyczuwalna na całym świecie, został przecież tylko tydzień do Gwiazdki, a nic nie było jeszcze gotowe, chociaż przygotowania zaczęły się już na początku listopada. Zima już opanowała cały kraj, a Londyn wyglądał bajecznie. Był cały pokryty delikatnym puszkiem, na każdym z okien powstawały krystaliczne wzorki, z głośników odbiorników radiowych wydobywał się magnetyczny głos Michael’a Buble, który śpiewał piosenki z nowej płyty. Każdy był zauroczony atmosferą, która zawisła nad stolicą Wielkiej Brytanii, tylko Harry Styles jakoś się nie radował na widok wszystkich cukierkowych dekoracji na ulicach. Wszystko było dla niego sztuczne i nie pokazywało prawdziwego ducha świąt, wszyscy raczej przejmowali się co ugotować na ten wyjątkowy wieczór lub co kupić swoim bliskim jako drobny upominek. 

            Z zazdrością patrzył na małe dzieciaki biegające po ośnieżonych chodnikach rzucając w siebie śnieżkami czy lepiąc bałwana z krzywym marchwiowym nosem. Problem tkwił w nim, nie wiedział dlaczego, może brakowało mu osoby, z którą dzieliłby ostatnie dni przed wielkim i wyczekiwanym przez każdego dniem. Tak, był osamotniony, nikt już nie zaglądał do The London Review. Księgarnia z szyldem, na której widniała filiżanka parującej herbaty z książką leżącą obok była już na granicy bankructwa  ale mimo to prowadził ją, była przecież jego całym życiem. Bez niej nie miałby żadnego sensu życia, wszystko podporządkowywał kilkunastu metrom, gdzie miał wszystko co kochał. Tam właściwie mieszkał, bo miesiąc temu sprzedał swoje stare mieszkanie, aby zatrzymać przy sobie swoją biblioteczkę, którą odziedziczył po dziadku, który tak jak on uważał, że księgarnia jest jego całym życiem. 

            Nie wiedział dlaczego dzisiaj wyszedł się przejść po ulicach, których widoku nie mógł znieść. Coś go po prostu pchnęło do drzwi, dlatego błąkał się po mieście bez konkretnego celu. Przechodząc przez most i jak zwykle narzekając na śnieg, który przyczepił mu się do trampka, pod nogi wpadł mu plan miasta.  Niewiele myśląc podniósł go i podniósł spojrzenie na osobę, która za nim biegła i podał jej przemoczoną kartkę.

-Dziękuję-odpowiedziała dziewczyna biorąc papier zbyt gwałtownie, powodując rozdarcie na pół.-Cholera!

-Pomóc pani jakoś?-spojrzał na nią, była całkiem ładna, nie żeby zwracał uwagę na urodę czy coś, ale potrafił docenić piękno zewnętrze tak samo jak i wewnętrzne. Była trochę od niego niższa i z pewnością dwa lata młodsza, nikt w jego wieku nie miał tak młodego spojrzenia w błyszczących oczach. Kasztanowe kosmyki wychodziły spod wełnianej czapki opadały na szalik i czarny płaszcz, który zdążył się już pokryć grubą warstwą śniegu.

-Jeżeli znasz na tyle dobrze Londyn, żeby mi powiedzieć, gdzie znajdę The London Review to jak najbardziej- oczy mu się zaiskrzyły słysząc nazwę księgarni  w której pracował.-Babcia sobie ubzdurała, że tam mam kupić jej prezent, ale żeby mi powiedzieć jak mam się tam dostać to już łaskawie nie powiedziała. Poza tym nie po to tłukłam się tutaj z Oxfordu, żeby wrócić z pustymi rękami.

-Na pewno szukasz tej konkretnej księgarni?-upewnił się, bo może podała pierwszą lepszą nazwę jakiegoś miejsca, gdzie sprzedawano książki i herbatę sprowadzaną z Indii.-Bo wiesz raczej już nikt tam nie kupuje i jakoś nie ma wielkiego asortymentu.

-Tak, na pewno tej, jak mnie zaprowadzisz i będę miała to po co tu przyjechałam to z pewnością ci, dlaczego akurat ta-odpowiedziała tajemniczo posyłając mu subtelny uśmiech.-No to jak? Zaprowadzisz mnie?

            Szeroko się uśmiechnął i ruszył przed siebie równając krok z dopiero co poznaną dziewczyną. Była wyjątkowa, wiedział to nawet teraz, chociaż praktycznie się nie znali. Zaczęli rozmawiać na temat świąt, gdzie kto je spędza, jak je wspominają i czy wyczekują ich z takim samym wytęsknieniem jak kiedyś.

-To tutaj-mruknął stanąwszy pod drzwiami wymalowanymi na kolor burgundu, pamiętał jak dziś, kiedy malował to wszystko z dziadkiem mając zaledwie kilka lat. Wyjął pęk kluczy z kieszeni i włożył odpowiedni do zamka.-Witam w mojej krainie-powiedział przepuszczając szatynkę pierwszą.

-Nie gadaj, że to twoje!-wydała z siebie krzyk podniecenia i zaczęła latać po pomieszczeniu.- Tu jest magicznie, naprawdę! Sprzedajesz tutaj książki, ale masz jeszcze kawiarnię, tak? Idealne połączenie, tu musi być naprawdę niesamowicie w święta, kiedy napalisz w tym starym kominku i usiądzie się z ciepłą herbatą z dobrą powieścią pod kocem…!- chwilę później dostrzegła smutny uśmiech na twarzy chłopaka, jego oczy nie błyszczały taką samą ekscytacją jak Claudii.-Coś jest nie tak, prawda?

-Nie, wszystko w porządku-odpowiedział niezbyt przekonująco, przeszedł za ladę i zerknął na kubek z zimnym napojem, który jak wychodził jeszcze parował.

-Widzę, że coś się stało-stanęła naprzeciwko niego i dotknęła jego zmarzniętą dłoń.- Mi możesz powiedzieć…

-Nie radzę sobie z tym wszystkim, ostatnio sprzedałem swoją kawalerkę na przedmieściach, żeby mieć pieniądze, aby utrzymać The London Review, która jest dla mnie wszystkim. Kiedyś ta księgarnia należała do mojego dziadka, który poświęcał całe swoje serce, żeby wszystko szło świetnie. Mi nie wychodzi, może wkładam za mało wszystkiego, albo ludzie po prostu już nie chcą usiąść w małym pomieszczeniu na starym drewnianym krześle, z którego łuszczy się farba, czytając książkę z filiżanką herbaty czy kawy w dłoni. Zawiodłem nie tylko siebie, ale też ojca mojej matki, która nie pochwalała nawet, aby zatrzymać ten lokal.

            Przełknął głośno ślinę i podniósł spojrzenie na dziewczynę, która przez całą jego opowieść trzymała go za rękę i patrzyła na jego żałosną minę. Nie przerwała mu w żadnym momencie, za co był jej ogromnie wdzięczny.

-Nie martw się, pomogę ci-odpowiedziała szczerząc się do niego uśmiechem, który zaraził też chłopaka o szmaragdowych oczach.- Wrócę tylko po świętach i zobaczysz jak dużo osób będzie tutaj przychodzić. Nie zaprzeczaj mi teraz, że to nie wykonalne, bo bzdury gadasz. A teraz kiedy już tu jestem znajdę to po co tutaj przyjechałam.

            I tak minęła reszta dnia, oboje przeszukiwali wszystkie półki w poszukiwaniu tej jednej konkretnej książki, którą zażyczyła sobie babcia. Podobno czterdzieścipare lat temu przyjechała do Londynu do znajomej z uniwersytetu, która uwielbiała tu przychodzić. Później i sama pani Shway zaczęła sama tutaj zaglądać, aby wypić kawę czy poczytać w spokoju książkę. Pracował tu bardzo przystojny mężczyzna ( będący jak się domyślacie dziadkiem Harry’ego), w którym się zadurzyła i został głównym powodem przebywania w stolicy Wielkiej Brytanii, niestety miał już wtedy narzeczoną, z którą planował swoją przyszłość. Może babcia coś jej nazmyślała, ale jednak znaleźli jej książkę, w której zostawiła list miłosny do właściciela The London Review.

 

17 grudnia 2012

       W księgarni jak zwykle panował mały ruch, ludzie coraz częściej wpadali, aby po prostu pogawędzić z chłopakiem stojącym za lada, który zarażał swoim uśmiechem. Kiedy się uśmiechał nawet największy pesymista przez chwile widział wszystko w pozytywnych kolorach.  Emanował szczęściem, które udzielało się każdemu  pewnie dlatego niektóre osoby przychodziły tu coraz częściej, aby wypić zielona herbatę w jego obecności i przeczytać kilka stron ulubionej książki.

      Wielki sukces The London Review był także zasługa Claudii, która poświęciła cały swój wolny czas, aby rozkręcić rodzinny biznes swojego chłopaka. Zapraszała tu swoich znajomych, którzy polecali lokal kolejnym osobą. Dzięki takiej akcji i odnowieniu starej wystawy zaczęło tu zaglądać coraz więcej ludzi, niektórzy zostali, a inni zaglądają tu raz na jakiś czas.

       Wszystko dla dwójki młodych ludzi było jak wspaniały sen- sukces The London Review i kupienie nowego mieszkania, które znajdowało się idealnie na rogu Abbey Road i Dickens Drive, czyli w tym samym miejscu co księgarnia, tylko piętro wyżej. Razem zadecydowali, ze pora na kolejny radykalny krok w ich wspólnym życiu. Od dobrych kilku miesięcy urządzali kilka małych, skromnych pokoików. Od tygodni spał na podłodze pokrytej beżową wykładziną,  która praktycznie pokrywała razy metr kwadraowy niewielkiego mieszkanka, nie licząc łazienki. Mimo wszystko był dumny z faktu, ze zakupił to małe gniazdko dla ich obojga.

     Dzisiaj po raz pierwszy zaprosił swoją matkę na obiad, którym bardziej denerwowała się Claudia, która już z trzy razy zdążyła pobiec do delikatesów, bo zapomniała jakiejś przyprawy lub zabrakło jej serwetek. Nic nie pomagało tłumaczenie jej, ze Anne nie zwraca uwagi na takie szczegóły jak dwa widelce z rożnych zastaw. Była niesamowicie uparta, między innymi dlatego zauroczyła Stylesa, który wciąż nie mógł wyjść z podziwu dla jej osoby. Jeżeli w tej chwili ktoś by go zapytał jak wyobraża sobie swoje życie za trzydzieści lat, odpowiedziałby ze Przy jej boku.

    Po raz pięćdziesiąty drugi raz tego dnia stary, mosiężny dzwonek przy drzwiach wydał charakterystyczny dźwięk, który miał zwrócić uwagę na wchodząca lub wychodzącą osobę Z lokalu. Harry podniósł wzrok i ujrzał swoją idealna dziewczynę z papierowymi torbami i kilkoma plastikowymi reklamówkami z sieci sklepów tesco. Warstwa puszystego śniegu pokryła jej płaszcz i głowę chronioną przez wełnianą czapkę, która nosiła w dniu kiedy się poznali.  Na jej widok na twarzy chłopaka z lokami opadającymi na szmaragdowozielone oczy pojawił się jeszcze większy uśmiech, który mówił wszystko- ile dla niego znaczy, jak bardzo ja kocha, co by zrobił dla niej. Wszystko to wyrażało jedno spojrzenie zielonych tęczówek, jak okładka trzeciej książki od prawej na pierwszej półce od góry na drugim regale.

-Zamykaj już księgarnię, pomożesz mi w przygotowaniu kilku rzeczy- powiedziała głosem, który nie znosił sprzeciwu. Zerknął na kilka osób siedzących na starych sofach i fotelach , miał już im wspomnieć, ze za chwile zamykają, ale uprzedziła go Claudia:- Przepraszam państwa, ale dosłownie za dwie minuty zamykamy…

     W tym momencie do pomieszczenia weszła wysoka kobieta z ciemnymi włosami opadającymi na intensywnie szkarłatny płaszcz, na której widok chłopak wydał z siebie podekscytowany okrzyk; mama! Shwey powoli się obróciła z niepewna miną, w końcu praktycznie jeszcze nic nie było gotowe.

-Miałaś być po szóstej-zauważył Styles patrząc na swoją rodzicielkę z śniegiem we włosach.

-Pomyślałam, ze pomogę wam w przygotowaniach do tego obiadu, nie pozwolę żeby twoja dziewczyna cały dzień siedziała w garach-odpowiedziała z szerokim uśmiechem patrząc na swojego syna, który dla niej wciąż był małym chłopcem z błyszczącymi oczami kiedy wyczekiwał swoich urodzin czy oczekiwał pierwszych płatków śniegu.- przedstawisz mi ja dzisiaj, prawda?

    Spojrzał na dziewczynę stojącą za nim i chwyciwszy jej dłoń splótł ich palce. Wziął głęboki oddech i przeniósł wzrok z niebieskich tęczówek na Anne.

-Mamo, poznaj Claudie-powiedział to takim tonem jakby przedstawiał co najmniej królowa Anglii.-Skarbie, to…

-Anne, mów mi po imieniu- przerwała synowi i z szerokim uśmiechem na twarzy przytuliła ją do siebie. - Witaj w rodzinie!

17 grudnia 2013 

Minęła już osiemnasta, ludzie wracający z pracy zaglądali do The London Review i kupowali egzemplarz jakiejś starej książki, która podczas ostatniej wizyty ich zauroczyła bądź szukali odpowiedniego prezentu dla jakiejś osoby. Biznes szedł coraz lepiej, gdyby nie przedsiębiorczość Claudii pewnie wciąż ledwo wiązałby koniec z końcem. Brakowało mu słów, żeby wyrazić jak bardzo jest jej wdzięczny i ile dla niego znaczy. Dlatego od dłuższego czasu planował ten radykalny krok, nie chciał żeby nosiła nazwisko Shway, zdecydowanie bardziej jej imię pasowało do jego nazwiska. Dlatego w ten wyjątkowy dzień dla nich pragnął się jej oświadczyć, planował wszystko od długich tygodni , aby wszystko było idealne. Nad wyborem pierścionka spędził dobre kilka godzin zaglądając do jubilerów w całym mieście. Ten idealny dopiero znalazł, kiedy stracił już wszystkie nadzieje na odnalezienie odpowiedniego diamencika przeznaczonego specjalnie dla niej. Chciał żeby czuła się wyjątkowa, więc nie mógł wziąć pierwszego lepszego pierścionka u przeciętnego sprzedawcy biżuterii. Miał przecież wyrażać wszystko co czuje, nie powinien być taki jak wszystkie inne na wystawie- powinien być jak ona, tak samo wyjątkowy.  

Trzymał go teraz w czerwonym aksamitnym pudełeczko w przedniej kieszeni swoich rurek jak największy skarb, ćwiczył to co chciał powiedzieć od kilku dni powtarzając tą samą kwestie. Stali klienci wiedzieli, że coś jest na rzeczy, więc wychodząc mówili kilka pokrzepiających słów w stronę chłopaka z aksamitnymi lokami. Wszyscy przychodzący do The London Review uwielbiali młodą parę prowadząca ową księgarnie, nie dało się ich nie lubić. Jej było wszędzie pełno, natomiast zrównoważony on zawsze stał za ladą i na jej dziesięć zdań odpowiadał jednym niezbyt rozbudowanym. Uzupełniali się pod każdym względem, więc pewnie dlatego byli dla siebie stworzeni.

Zapadł już wieczór, klienci już dawno opuścili lokal- Harry pozostał sam w pomieszczeniu, gdzie rozpalił przyjemny ogień i postawił czajnik z parującym napojem, a obok niego ukochany kubek Claudii. Wszystko było gotowe- brakowało mu jedynie jej w tym momencie. Jak na zawołanie drzwi uchyliły się i do pomieszczenia wleciał zimny powiew wraz z płatkami śniegu. Stała z papierowa torba w dłoni z zaczerwienionymi policzkami i nosem od mrozu. Od progu zaczęła mówić w swoim zawrotnym tempie ledwo łapiąc oddech, z uśmiechem na twarzy wsłuchał jak jego dziewczyna narzekała na kolejki w sklepach i brak pomysłów co do prezentu dla jego mamy.

-O boże jak tu pięknie- powiedziała dopiero po chwili rozglądając się po pokoju, właśnie na taki moment czekał Styles. Uklęknął na jedno kolano wcześniej wyjmiwszy pudełeczko, spojrzał na nią, a wtedy ona na chwile zamilkła i przyjrzała się mu. - Hazz, czy czy…

-Claudio, czy zostaniesz moją żoną? Może diament nie jest wystarczający, ale…

-Jak mogłeś mi to zrobić?!- krzyknęła oburzona i odwróciła się do niego plecami, ciężko przełknął ślinę i podniósł się z klęczków z szklankami w oczach. - Wiesz ile ja się naszukałam jakiegoś swetra, którego ty nie miałeś? W tym roku do mnie miał należeć przywilej najlepszego prezentu, a ty mnie bezczelnie wygryzłeś!

Odwróciła się do niego twarzą  powoli z początkowo złą miną, która zmieniła się w szeroki uśmiech i melodyczny śmiech, kiedy spojrzała na żałosnego chłopaka. Zbliżyła się do niego i położyła drobną głowę na jego obojczyku i chichocząc szepnęła:

-Szkoda, że nie widziałeś swojej miny, wyglądałeś jak słodki szczeniak, który zaraz by mi się rozpłakał. Ale chyba wybaczysz to swojej przyszłej żonie, prawda?

-Nie znoszę cię- mruknął obejmując ja w tali.

-Też cię kocham, skarbie. 

Reblog · 9 ·
· grudzień 10

Milkowewinterowelowe.

› Spread Your Wings♥: Hidden ~ jednopart [Harry]

boner-directioner:

image

Czytając słuchaj: Ed Sheeran - Kiss Me [inst]

Jak nazwać człowieka, który bestialsko zmienia twoje życie? Który nie przejmując się niczym, w końcu stawia na swoim? Nie byłem sobą. Straciłem kontrolę, trzymany w garści przez grupę ludzi, którzy wiedzieli o mnie wszystko. Ja sam miałem już…

Reblog · 11 ·
· grudzień 6
This is the cutest thing I have saw in my life…

bieberlovejarrell:

image 

stars can protect us